Lekcja oddychania

Sierpień 17th, 2010

Znowu powróciły ciepłe, słoneczne dni, które napełniają mnie masą pozytywnej energii. W związku z jej przypływem, a nawet nadmiarem postanowiłam spędzić wieczór nieco inaczej niż zwykle. Mało kiedy robię coś wyłącznie dla siebie, więc tym razem chciałam zaszaleć. Wybrałam się więc do fitness klubu. O poradę przy wyborze odpowiednich dla mnie zajęć poprosiłam panią recepcjonistkę. Poleciła mi Pilates. Dlaczego? Ćwiczenie Pilatesa zwiększa świadomość własnego ciała, wysmukla sylwetkę i poprawia samopoczucie. Jednak to, co spodobało mi się najbardziej wśród zalet ćwiczeń Pilatesa to, nauka prawidłowego, pełnego oddychania :) Swoją drogą ciekawe, ile lekcji potrzeba, aby opanować tę sztukę? Po godzinie ćwiczeń czułam lekkie zmęczenie, ale było to uczucie przyjemne. Jeżeli w ciągu trwania roku szkolnego wystarczy mi czasu, będę kontynuować ćwiczenia, bo tylko regularne uczęszczanie i dokładne wykonywanie ćwiczeń może doprowadzić mnie do umiejętności pełnego oddychania! :) Kto wie, może uda mi się namówić koleżanki z pracy na zorganizowanie nauczycielskiego kółka Pilates? :)

Zamieszczam filmik, który może i Was zachęci do ćwiczenia Pilatesa! :)

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=JA6QEvmaFeQ&fs=1&hl=pl_PL]

Witaj świecie!

Sierpień 17th, 2010

Witaj w WordPress. To jest twój pierwszy wpis. Zmień go lub usuń, a potem zacznij blogowanie!

Będzie książka o Kieleckim

Sierpień 12th, 2010

Wiadomość z ostatniej chwili: już we wrześniu planowana jest premiera nowej książki. Publikacja będzie wyjątkowa, bo i okazja jest niecodzienna. Aby uświetnić 90 lat istnienia WSP „Społem”, zostanie napisana książka o… Majonezie Kieleckim. Fani Kieleckiego też pomogą, proponując najlepsze ich zdaniem przepisy na dania z majonezem. Oprócz przepisów będzie można poczytać o historii firmy i Kieleckiego, kulinarnych tradycjach, legendach i innych ciekawostkach związanych z majonezem. Zapowiada się smakowicie :)

Chłodnik litewski idealny na lato

Czerwiec 30th, 2010

Wysokie temperatury nie zachęcają członków mojej rodziny do spożywania ciepłych posiłków. Upał w połączeniu z atmosferą panującą w kuchni w trakcie gotowania, znacznie obniża także mój zapał do stworzenia obiadu złożonego z dwóch dań. Stwierdziłam, że dla odmiany przygotuję smaczny, a do tego lekki chłodnik litewski, który nie tylko umożliwia zaspokojenie głodu, ale także rewelacyjnie orzeźwia. Zajrzałam do lodówki, sprawdziłam czy mam wszystkie potrzebne składniki. Jak się okazało, brakowało mi tylko boćwinki (wraz z młodymi buraczkami;)) jak się okazało – chwilowo…;)

Przygotowanie chłodnika jest niezwykle proste. Boćwinkę należy umyć i posiekać. Buraczki trzeba pokroić w kostkę i włożyć do garnka. Zalać 120ml wody i dusić przez około 10 minut, aby potem na chwilę odstawić całość do wystygnięcia. Następnie wymieszać wszystko z kefirem (1,5L) lub niesłodzonym jogurtem naturalnym i kwaśną śmietaną (125 ml). Dodać dwa rozgniecione ząbki czosnku, dwie łyżki posiekanego szczypiorku, dwa drobno pokrojone ogórki, pół szklanki posiekanego koperku, posolić i odstawić całość na 1,5 godziny do lodówki. Dla ozdoby, na gotowy do podania chłodnik, spokojnie można dodać ugotowane na twardo, pokrojone jajko.

Nie dość, że domownikom smakował chłodny przysmak, to w dodatku dzięki temu daniu przynajmniej na chwilę skutecznie oparliśmy się wszechobecnemu upałowi :)

Składniki:

- duży pęczek boćwiny wraz z młodymi buraczkami
- 2 ogórki
- pół szklanki posiekanego koperku
- 2 łyżki posiekanego szczypiorku
- 2 jajka ugotowane na twardo
- 2 ząbki czosnku
- 6 szklanek kefiru lub naturalnego jogurtu
- pół szklanki kwaśnej śmietany

Cudowna Nina Simone

Czerwiec 20th, 2010

Ostatnio w radio usłyszałam utwór pewnej amerykańskiej piosenkarki – Niny Simone. Piosenka nosiła tytuł „My Baby Just Cares fo Me”. Do dziś nie mogę przestać jej słuchać;) Przyznaję, że od tamtego momentu staram się zgłębiać twórczość tej artystki. Dowiedziałam się, że poza wokalnym talentem, Nina Simone sama pisała teksty, komponowała, a do tego była uzdolniona pianistką. Muzykę Niny Simone, ciężko zaszufladkować, przypisać tylko i wyłącznie do jednego gatunku. Tworzyła muzykę z pogranicza jazzu, bluesa, rhythm and bluesa i soulu. Fenomenalne łączenie stylów zaowocowało wieloma znakomitymi, przepełnionymi emocjami aranżacjami. Dla wielu artystów stanowiła inspirację. Utwory Niny Simone pojawiały się na sountrackach do takich filmów, jak np. ostatnio oglądane przeze mnie „Romeo i Julia” Baza Luhrmanna, czy „Droga do Szczęścia” Sama Mendesa.

Polecam bez wahania!

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=eYSbUOoq4Vg&hl=pl_PL&fs=1]

Wygraj zapas Kieleckiego na całe wakacje!

Czerwiec 13th, 2010

Majonez Kielecki ogłasza konkurs Najlepsza wakacyjna potrawa. Aby wziąć w nim udział wystarczy w okresie od 14 do 20 czerwca b.r. zostać fanem Kieleckiego na portalu Facebook i zamieścić na tablicy zdjęcie przedstawiające wakacyjną potrawę, która najlepiej smakuje z Majonezem Kieleckim. Zwycięży ten, kto za pośrednictwem mechanizmu „Lubię to” otrzyma najwięcej głosów innych użytkowników. Do wygrania, aż 67 słoiczków Majonezu Kieleckiego!

Nie ma zatem na co czekać – aparaty w dłoń i do dzieła! :) Logujcie się i zamieszczajcie zdjęcia potraw!

Podwójny sukces loterii Majonezu Kieleckiego

Czerwiec 11th, 2010

Loteria Wygraj Podwójnie. Dla siebie i niepełnosprawnych dzieci zakończona. W okresie od 2 marca do 31 maja br. przesyłając kod promocyjny umieszczony na wieczku Majonezu Kieleckiego można było wziąć udział w losowaniu nagród, których łączna wartość wynosiła ponad 100 000 złotych. Połowa każdej nagrody, była przekazywana jednej z pięciu OPP wskazanej przez zwycięzcę.

Dzięki akcji udało się przekazać najmłodszym potrzebującym środki w kwocie prawie 70 000 złotych. Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w loterii, gratulujemy zwycięzcom i zapraszamy do udziału w kolejnych promocjach Majonezu Kieleckiego.

A promocji i konkursów będzie coraz więcej :) Szczególnie polecam śledzić stronę Kieleckiego na Facebooku. Już niedługo zapowiada się tam ciekawy konkurs fotograficzny ;)

Lektura na upały

Czerwiec 2nd, 2010

Zbliża się lato. Pierwsze jego oznaki, w postaci niewiarygodnie wysokich temperatur, mieliśmy już okazję odczuć na własnej skórze. Czas chyba pomyśleć o jakimś urlopie prawda? Co wy na to? Ja na wakacje pisze się bez namawiania :) A jeśli już o pisaniu mowa, a właściwie o czytaniu – mam do polecenia lekturę.

W zasadzie lektura jest nie tylko PEWNA, ale też doceniona przez krytyków, znawców, czytelników i tych którzy chcieliby przeczytać, ale brak im czasu. Nie przedłużając – mowa o powieści LÓD Jacka Dukaja. Słyszeliście o niej na pewno, a jeśli nie – czas najwyższy to nadrobić. Sama ledwie zaczęłam – jestem na jakiejś setnej stronie (co przy 1054 stronach całości, stanowi mały wycinek). Musze jednak przyznać, że dawno już nie maiłam w rękach tak fascynującej książki.

Akcja najnowszej powieści Jacka Dukaja toczy się w alternatywnej rzeczywistości, gdzie I wojna światowa nigdy nie wybuchła, jest rok 1924, a Królestwo Polskie wciąż zamrożone jest pod władzą cara i w Belle Epoque. Warszawę skuwa lód – w środku lata burze śnieżne zasypują drogi. Lute, nieziemskie anioły Mrozu, spacerują ulicami miast, zamrażając prawdę i fałsz…

Powieść jest wielowątkowa, pełna intryg, niespodziewanych zwrotów akcji i wydarzeń „nie z tego świata”. Poruszając się w stworzonej przez siebie rzeczywistości, Dukaj poszukuje jednak również odpowiedzi na pytania fundamentalne, nad którymi każdy z nas kiedyś się zastanawiał. W zasadzie LÓD można traktować jako powieść science fiction, ale też próbę odpowiedzi na pytanie: czym jest życie i jakimi schematami się posługuje?

To opowieść o Historji, czyli o tym, co nie istnieje. To kolejny literacki majstersztyk Jacka Dukaja, dzięki któremu czytelnicy będą mogli poznać nie tylko fascynującą, mrożącą krew w żyłach „inną możliwą” historię świata, ale również będą mieli okazję wraz z bohaterem powieści odbyć niezwykłą podróż ekspresem transsyberyjskim i stanąć oko w oko z Innym.

Polecam z całego serca, bo czyta się z zapartym tchem. A konwencja wiecznej zimy, powinna ochłodzić upalne letnie dni do znośnej temperatury ;)

Co z tym savoir-vivre?

Maj 29th, 2010

Pewnie myślicie, że zasady savoir-vivre to już przeżytek. Zdaje się wam, że zasady dobrego wychowania dawno odeszły do lamusa i nie maja nic wspólnego ze współczesnością. Jeśli tak, to mylicie się moi drodzy. I to bardzo :) Grzeczność jest w dużej mierze ponadczasowa. Oczywiście pewne sprawy ulegają zmianie, inne stosowane są natomiast przy wyjątkowo oficjalnych okazjach, ale dobre zachowanie nadal jest w modzie.

Do napisania tego krótkiego posta skłoniło mnie wzdychanie koleżanek: „ach gdzie się podziali ci szarmanccy mężczyźni”, ale też kolegów: „kiedyś kobiety miały więcej klasy”. Może i mają troszkę racji – dawniej bardziej dbano o odpowiednie zachowanie. Jednak moim zdaniem nie ma co biadolić – trzeba zacząć zmieniać rzeczywistość od siebie! Praca u podstaw moi drodzy – nic innego :) Jeśli więc chcecie, aby powróciły dawne damy i dżentelmeni, sami się nimi stańcie :) Jeśli macie chęci popracować trochę nad własnymi nawykami, zapraszam do lektury zakładki savoir-vivre na stronie majonez.pl

Pyszne grzanki francuskie z serem

Kwiecień 13th, 2010

Ostatnio pomyślałam sobie, że czas na małą odmianę. Kanapki na śniadanie (choćbym nie wiem ile w nie serca włożyła) nie budzą już takiego zainteresowania jak kiedyś, więc chyba czas na coś innego. Marta, córuś moja kochana, jak zwykle zaoferowała pomocną dłoń, więc stwierdziłam – niech będzie. Poszukując czegoś na szybko, a jednocześnie smacznego natrafiłam na ciekawy przepis, który być może wam też przypadnie do gustu.

Zatem składniki:

- kilka grzanek francuskich (w zależności od potrzeb)
- 2 szklanki startego sera żółtego
- sól
- papryka słodka
- 4 łyżki mleka mleko
- 3 łyżki masła

Przygotowanie:

Dziecinnie proste. Wystarczy przygotować grzanki, ułożyć je na żaroodpornym półmisku wysmarowanym masłem i wstawić do piekarnika (180 C) na 5 minut. Ser wsypać do rondla, wymieszać z pozostałymi składnikami, podgrzewać na małym ogniu, aż składniki stworzą jednolitą masę. Gotową pastą posmarować grzanki i wstawić ponownie do piekarnika do lekkiego zrumienienia. Voila! To wszystko w niecałe 10 minut. Efekt przepyszny, a domownicy zadowoleni.

Nie myślcie sobie tylko, że ze mnie taka kura domowa – nic z tych rzeczy. Gotowanie traktuję jako pasję – lubię i (nie chwaląc się) potrafię to robić, ale poza tym mam jeszcze inne zainteresowania. Ale o tym przekonacie się sami już wkrótce… ;)